poniedziałek, 27 kwietnia 2015

Rozdział 11 - Pójdziemy do zoo




Nad ranem obudził mnie dźwięk SMS-a.
~Jest sobota, godzina 10.36, a jakiś człowiek wysyła mi wiadomość. Co za ludzie!~
OD: LEÓN
Ooo, a co oznacza ta buźka, co?
No świetnie! Wiedziałam, że to się tak skończy!
DO: LEÓN
Pomyślałam, że skoro ty tak robisz, to ja też mogę.
OD: LEÓN
Ja tak piszę, bo cię kocham.
DO: LEÓN
Ale jesteśmy przyjaciółmi, ja ciebie nie kocham, a dzisiaj o 15 widzimy się w parku na przedostatniej ławce od prawej z lewej strony.
OD: LEÓN
Nie ogarniam. O co chodzi?
DO: LEÓN
Domyśl się.
Położyłam telefon na ziemię i zaczęłam się przebierać. Uznałam, że dziwnie będę się czuła przy Leónie nosząc ubrania z dnia, w którym musiałam sprzątać, więc przebiorę się (i pomaluję) przed wyjściem. No więc ubrałam się w to i zeszłam na dół w celu zrobienia sobie jakiejś kanapki. Zaskoczyło mnie to, że Fran nie było. Na pewno nie spała, bo o 6 obudziła mnie schodząc. No a Fede przecież śpi. Nie przejmując się tym zjadłam śniadanie i zabrałam się za sprzątanie. Po 3 godzinach dom lśnił. Federico poszedł do kolegi, a Francesca wpadła powiedzieć, że jedzie na tydzień do Włoch. Czyli zostaje sama. To dobrze, bo ani ona, ani mój kuzyn nie zareagowali by dobrze na moje spotkanie z Leónem. 
~Matko już 14.30! Muszę iść się przebrać!~
Szybko poszłam do góry wzięłam jakieś ubrania i się w nie przebrałam. Następnie szybko pomalowałam oczy. Spojrzałam na zegarek.
~14.50, mam mało czasu~
Wybiegłam z domu i usiadłam na ławce, przy której się umówiliśmy o 15.05. Upss spóźniona o 5 minut, ale szanowny pan Verdas również się spóźnił i przyszedł o 15.10.
- 10 minut spóźnienia, Leónie - wstałam i przytuliłam go
- Ty przynajmniej wiedziałaś gdzie jest ta ławka - odwzajemnił uśmiech
- Mam nadzieję, że mnie gdzieś zabierzesz?
- Jasne. Najpierw pójdziemy do zoo, a potem do wesołego miasteczka - śmiał się
- Czyli nie masz żadnych planów?
- Mam! Pójdziemy do kawiarni za rogiem.
Tylko się do niego uśmiechnęłam. Po chwili byliśmy już na miejscu.
- Violetta - zaczął poważnym tonem, kiedy kelner odszedł
- León, nie mów mi nic o uczuciach ani dzisiaj ani jutro, ani w żaden weekend, bo mi go zepsujesz - przerwałam mu
- Dobrze. To w poniedziałek sobie porozmawiamy.
- Gdzie ty chcesz rozmawiać, skoro wszędzie ze mną jest, albo Francesca, albo Federico,a to chyba nie jest rozmowa na telefon.
- Już popsułem ci humor, prawda?
- Prawda, ale możesz mi go jeszcze poprawić - uśmiechnęłam się
- Jak?
- Napisz SMS-a do Jorge o treści "Violetta jest ze mną w ciąży" - zaczęłam się śmiać
- Czemu ci na tym zależy? - chłopak też się śmiał
- Chcę zobaczyć jego reakcję
- Okey - zaczął pisać SMS-a - Ale w najgorszym wypadku przybiegnie tutaj i mi coś zrobi
- Co? On nadal jest w tym kraju? - usiadłam obok niego
- Tak. Ale za późno, żebym zrezygnował, bo już wysłałem.
I León się nie mylił. Niedługo po dostarczeniu wiadomości mój ex wbiegł tu i chciał go udusić.
- Jorge! Przestań, to twój brat!
- Już nie!
- To ty mnie zgwałciłeś i porzuciłeś nie on. Z resztą to tylko żart z tą ciążą!
Przestał.
- Żart? Wyjdę i odpuszczę jeśli jesteście parą.
- Jesteśmy - powiedziałam
Tak jak powiedział, wyszedł. 
- Szkoda, że to tylko na niby. - pozbierał się już León
- Czemu ludzie z tego lokalu nie reagują na takie coś, tylko się patrzą? - zaczęłam się śmiać
- To nie śmieszne!
Całe popołudnie minęło mi tylko z nim. Może jednak są jakieś szanse, że pozbieram się po tym wszystkim co zrobił mi Jorge, wyrzucę go z głowy i stworzę prawdziwy związek z Leónem?
-----------------------------------------------------------------------------------
Wy również możecie decydować o tym, jak potoczy się ta historia! Oczywiście nie obiecuję, że wszystkie pomysły wykorzystam,ale na pewno je przeczytam. Więc piszcie. To może być tylko 5 komentarzy. Dla Was to mało, a dla mnie pomysł na kolejne rozdziały, więc dla mnie to wiele. Oczywiście pod rozdziałem zawsze napiszę kogo pomysły się w tym znalazły :) Żeby nie było, że sobie czyiś pomysł przywłaszczam :) To ja czekam na pomysły. Do poniedziałku!

poniedziałek, 20 kwietnia 2015

Rozdział 10 - Spróbuję










Obudziłam się. Wciąż myślałam o tym, co dzisiaj się stanie. Może powiedzieć mu, że znam prawdę? A może on już wie? Nie wiem, ale boje się tego spotkania...
~ 13.40, po szkole~
- Witaj piękna - przywitał się ze mną
- Witaj León
- Oj, ale co tak bez uczuć?
- Nie jesteśmy ani przyjaciółmi, ani parą.
- Już nie długo - uśmiechnął się
- Muszę ci coś powiedzieć - powiedziałam, ale tego pożałowałam
- Słucham
- Znam już całą prawdę
- Jaką?
- Wiem, że jesteś bratem Jorge. Mojego byłego chłopaka, który mnie zgwałcił i porzucił.
- Ale ja nie jestem taki jak on - złapał mnie za rękę
- Ale jesteś jego bratem i kiedy jestem przy tobie to wszystkie wspomnienia wracają - posmutniałam
- Nie smuć się. Tak, miewam kłopoty z opanowaniem się, ale nigdy bym cię nie skrzywidził
- Wiem, czuję to, ale musisz zaakceptować to, że kiedy cię zobaczę od razu mam w głowie twarz twojego brata
- Violetta zrozum, że podobny jestem do niego tylko z wyglądu. - już powoli się denerwował
- A ty zrozum, że wiedząc, że jesteś jego bratem mam tylko jego w głowie, gdy na ciebie patrzę. Proszę, chociaż tyle zrozum.
- Spróbuję, ale odpowiedz mi na pytanie
- Jakie? - zapytałam
- Czy kiedy nie wiedziałaś, że jestem jego bratem cokolwiek do mnie czułaś?
Westchnęłam.
- Tylko troszkę - odpowiedziałam
Teraz on westchnął. Wstał, a ja razem z nim. Popatrzył na mnie.
- Ale spróbuję być twoją przyjaciółką - uśmiechnęłam się lekko
- Ja też  - odwzajemnił uśmiech
Przytuliłam go.
- Do jutra - pożegnałam się i odeszłam
*W domu*
- Hey, Vilu, jak tam spotkanie z Camilą? - zapytał Fede
Tak okłamałam go. Ale bałam się jego reakcji.
- Wspaniale. Jutro idę z nią do kina - rzuciłam torbę w kąt kuchni
- To super. A co z Fran? Chyba będzie zazdrosna.
- Porozmawiam z nią o tym. Na pewno zrozumie - wyjęłam jogurt z lodówki
- Viola ten jest truskawkowy
Popatrzyłam na opakowanie. 
- Ach, no tak - westchnęłam i zamieniłam go na brzoskwiniowy
- Nie chcesz poradzić się alergologa? Może można się tego uczulenia pozbyć? - zapytał
- Nie. Nie chcę wydawać pieniędzy na lekarza. Już mi wystarczy, że dużo poleciało po wypadku - odpowiedziałam
Zadzwonił mój telefon. Zobaczyłam napis 'León'. Chciałam zasłonić to przed kuzynem, ale on był szybszy.
- Odbierzesz? - zapytał zdenerwowany
- Tak. Nie wiem co ty do niego masz! - wzięłam telefon i pobiegłam do mojego pokoju
- Cześć León - odebrałam
- Hey piękna.
- Po co dzwonisz? - zapytałam
- Chciałem się upewnić, że jeszcze żyjesz - zaśmiał się
- Czemu niby? - również się zaśmiałam
- Federico..
- Ach, on, myśli, że spotkałam się z Cami
- To dobrze
- Violka, muszę ci coś powiedzieć - do pokoju wparowała Francesca
- Muszę kończyć, pa - rozłączyłam się - O co chodzi?
- Poznałam świetnego chłopaka! - wyszczerzyła się
- Naprawdę? Jak ma na imię? - zapytałam ciekawa
- Marco!
- A jaki jest?
- Przystojny, miły, romantyczny...
- A masz przynajmniej jego numer telefonu?
- A mam. I jesteśmy umówieni na jutro do teatru!
- Gratulacje! - przytuliłam ją
- Dobra idę wybierać ciuchy na jutro 
- Tylko bez krótkich sukienek - krzyknęłam za nią
~ Aj ta Fran.. Znów zakochana... Ale chwila! Ja go muszę poznać! ~
Wybiegłam z pokoju i wbiegłam do Fran.
- Ey, Viola!
- Przepraszam, ale muszę go zobaczyć
- Pod jednym warunkiem - uśmiechnęła się, jak to León kiedy ma zamiar coś zaproponować
- Jakim? - zapytałam zdenerwowana i zainteresowana jednocześnie
- Powiesz mi kim dla ciebie jest León, czemu okłamałaś Fede, że spotkałaś się z Camilą, której nie znam - podkreśliła 4 ostatnie wyrazy
- Przyjacielem, bo by się wkurzył.
- Mhm. Masz jego zdjęcie - podała mi telefon
- Serio masz go na tapecie?
Przyjrzałam się. Nie znam go w ogóle. Czyli jest okey.
- Może być. Szczęścia ci życzę - uśmiechnęłam się i wyszłam 
No i oczywiście po wejściu do pokoju dostałam SMS-a.
OD: LEÓN
Czemu się rozłączyłaś?
DO: LEÓN
Francesca...
OD: LEÓN
Wie już?
DO: LEÓN
Tak.
OD: LEÓN
To dobrze, że jej nie okłamujesz
DO: LEÓN
Ale okłamuję Federico..
OD: LEÓN
Nie martw się. Już nie długo wszystko mu RAZEM powiemy.
DO: LEÓN
Dziękuję, że nie zostawiasz mnie z tym samą :-) 
OD: LEÓN
Nigdy cię nie zostawię :*
Uśmiechnęłam się do telefonu. On mnie nie zostawi. Napisał mi to. Może on mnie naprawdę kocha? Albo udaje... Przecież ja mogę napisać, że jestem chora, a tak naprawdę będę na jakiejś imprezie. Ale ja i León jesteśmy przyjaciółmi. I nic tego nie zmieni. No chyba, że coś do niego poczuję. On zawsze będzie chciał ze mną być.
- Viola! Masz mnie zapoznać z Camilą! - do pokoju ponownie weszła Fran
- Dobrze. Zapoznam cię z nią. Jutro. W szkole.
- Naprawdę? - zapytała zdziwiona
- Tak
- Myślałam, że trudniej będzie cię przekonać
- Czemu? Jesteś moją przyjaciółką, i tak samo jak ja znam wszystkich, których ty znasz, tak samo powinno być z tobą. 
Dziewczyna uśmiechnęła się.
- Dobra Fran, wyjdź, bo chcę spać - powiedziałam
- Dobranoc.
Położyłam się i po kilku minutach zasnęłam.
*Następnego dnia, w szkole*
- Francesca chodź, tam jest Cami - pociągnęłam przyjaciółkę ze sobą - Cześć Cami, to Fran
- Jej najlepsza przyjaciółka - dodała włoszka
- Cześć miło mi w końcu cię poznać - rudowłosa uśmiechnęła się
Dziewczyna również się uśmiechnęła, ale widać było, że uśmiech jest sztuczny.
- Violu, chodź do łazienki - po chwili powiedziała 
Wyszłyśmy z sali i weszłyśmy do pomieszczenia, w którym prawdopodobnie rozegra się nasza kłótnia.
- Co się stało? - zapytałam
- Chyba jej nie polubię - odpowiedziała patrząc mi w oczy
- Czemu? Jest miła.
- Może dla ciebie. Dla mnie nie będzie, mówię ci.
- Oj przestań. Wychodzę, a ty sobie sama radź - wyszłam 
Moim celem była moja szafka, ale grzebiąc w torebce po drodze wpadłam na jakiegoś chłopaka.
- Przepraszam! Nie powinnam szperać w tej torbie. 
- Nic się nie stało. Diego jestem - podał mi rękę
- Violetta - uśmiechnęłam się
- Jesteś bardzo ładna
- Oh, dziękuję - czułam, że moje policzki robią się czerwone
- Może masz ochotę spotkać się po szkole w kawiarni?
- Nie mogę. Jestem już umówiona.
- Masz chłopaka? - zapytał
- Nie. Idę z przyjaciółką do kina. 
- A może dasz mi swój numer?
- Może od razu adres, żebyś mógł sobie do niej przyjść - koło mnie zjawił się León
- León..
- Nie masz chłopaka, tak?
- To nie mój chłopak. To przyjaciel - wytłumaczyłam
- Zakochał się w tobie. To widać.
- Zostaw ją - odezwał się zdenerwowany już meksykanin
- Szczęścia wam życzę - Diego zaśmiał się i odszedł
- León, czemu?
- Przepraszam
- Nic się nie stało. My się jeszcze nie spotkaliśmy i dopiero się witamy - przytuliłam go
- Cześć Viola - przywitał się po chwili
- Hey León  - uśmiechnęłam się
- Idziesz na lekcję?
- Mhm. Co masz?
- Lekcję śpiewu - odpowiedział
- Ja też - ucieszyłam się
Ja chyba naprawdę się w nim zakochałam! Chłopak chwycił moją rękę i poszliśmy razem, prawie jak para, do klasy.
Angie nam nie odpuściła i przez zakochaną parę (czytaj: Fran i Marco) zadała nam pracę domową. Ja ją kiedyś zabiję!
- Violetta - usłyszałam bardzo znajomy głos po wyjściu z klasy
Puściłam rękę Leóna i pobiegłam do tej osoby.
- Tata!
- Viola, jak ja za tobą tęskniłem
- Ja za tobą również
- Co ty tutaj robisz? Nie powinieneś być w pracy?
- Powinienem i jestem. Przyleciałem tutaj, bo mam tu spotkanie z Japończykami.
- To świetnie! A gdzie się zatrzymasz? Przecież my nie mamy miejsca. - zapytałam 
- Mam domek niedaleko waszego. - odpowiedział
- Bardzo się cieszę! - jeszcze raz go przytuliłam - Muszę iść na lekcję
- Dobrze
Uśmiechnęłam się do niego, po czym odeszłam, i razem z Leónem poszłam do sali.
Pablo mówił, że niedługo będzie pierwszy koncert. A do mnie, Leóna, Fran, Ludmiły i Miltona powiedział, że sprawa powinna niedługo się rozwiązać. 
- Vilu wszystko okey? - zapytała Fran po wejściu do domu
- Tak, tylko nie mogę uwierzyć, że Pablo myśli, że jako nowa uczennica okłamałabym go.
- Co się dzieje? - zapytał Fede, który wyszedł właśnie z kuchni
- Nic takiego. Wyjaśniamy tą sprawę z Ludmiłą i Miltonem - odpowiedziałam
- A o tej. Nie martw się.  - uśmiechnął się do mnie
Ja odwzajemniłam uśmiech.
- Fede mam nadzieję, że robiąc obiad zapomniałeś o mnie. Przecież jem na mieście.
- Nie zapomniałem, bo o tobie nie da się zapomnieć. Zrobiłem dla ciebie na jutro 
- Dobra, idę. Miłego wieczoru!
Mam czekać na Cami w parku. No dobra, ponieważ wyszłam pół godziny przed czasem to mogę sobie usiąść.
- Violetta? - koło mnie usiadł Diego
- Tak, to ja. Witaj ponownie - uśmiechnęłam się
- Hmm mogę jeszcze raz poprosić cię o numer? 
- Jasne. Daj swój telefon to ci go zapiszę.
Szybciutko mu go zapisałam. Rozmawialiśmy aż w końcu przyszła Camila.
- Pa - pożegnałam się z nim
- Viola, muszę z tobą poważnie porozmawiać. Pójdziemy do kawiarni
- Co się stało? - zapytałam siadając na miejscu
- Chodzi o Francescę
- Ty też myślisz, że ona cię nie polubi?
- Dokładnie. Ja ją lubię, ale ona mnie na pewno nie.
- Czemu tak myślisz?
- Pewnie czuje się zagrożona. Myśli, że odsunę ciebie od niej.
- Porozmawiam z nią o tym, nie martw się. A teraz chodźmy na film - złapałam dziewczynę za rękę i pociągnęłam
Poszliśmy na "Szybcy i Wściekli 7". Naprawdę fajny film, z resztą jak każda część. Po kinie poszłyśmy na ciasto i każda z nas poszła do swojego domu. Kładłam się już do łóżka, kiedy usłyszałam dźwięk SMS-a. Uśmiechnęłam się do siebie, bo wiedziałam, że to León. Wzięłam telefon do ręki.
OD: LEÓN
Dobranoc, pchły na noc, karaluchy pod poduchy ;*
DO: LEÓN
Dobranoc :*
Po tej wiadomości zastanawiałam się, czy to było na miejscu wysyłać mu tę buźkę. Pewnie pomyśli, że się w nim zakochałam.... Ale dość! Idę spać!
--------------------------------------------------------------------------------------------
Witam Was w ten piękne poniedziałkowe południe. Jest ono piękne, ponieważ jeszcze tylko 6 dni do Konkursu Młodych Talentów (KMT)...  Ale ja chyba będę musiała zrezygnować, ponieważ strasznie boli mnie gardło. Teraz liczę na 2 komentarze i myślę, że mnie nie zawiedziecie!Do poniedziałku, albo, kto wie czy może nie do czwartku?

poniedziałek, 13 kwietnia 2015

Rozdział 9 - Wyjdź!





Ten złodziej poszedł najpierw do pokoju Fran.
- Vilu, zaśpiewajmy - wyszeptał Fede
- Czy ciebie pogięło? - odsunęłam się od niego
- Nie. Możemy go tym odstraszyć, bo pewnie myśli że nikogo nie ma.
- No dobra
Wyciągnął gitarę i zaczęliśmy śpiewać En Mi Mundo. Kiedy skończyliśmy usłyszeliśmy tylko klaskanie. Szybko przytuliłam swojego kuzyna.
- Jorge - powiedział Federico
- No, to ja. Ładnie śpiewasz, kochanie - uśmiechnął się cynicznie
- Co ty tu robisz? - Włoch wstał
- Mój brat powiedział, że moja była jest dla niego nie miła
- Ona jest dla niego nie miła? To on... - chłopak prawie krzyczał
- Stop! León? - przerwałam mu
- Tak. Nie wiedziałaś, że León to mój brat? Federico nic ci nie powiedział?
Popatrzyłam na niego.
- To z nim kłóciłeś się przed moim wypadkiem?
- Tak.. - spuścił głowę
Fran wszystko słysząc wyszła z szafy i przytuliła mnie. Jorge wyszedł.
- Zawiodłam się  na tobie, Federico - zamknęłam oczy
- Vilu..
- Wyjdź - powiedziałam
- Ale..
- Wyjdź! - wskazałam drzwi
Zaczęłam płakać.
*tydzień później*
Fede zatrzymał się u znajomego. Dalej nie mogę uwierzyć, że mi nie powiedział. W dzieciństwie obiecał mi, że nie będziemy mieli przed sobą tajemnic. Nie dotrzymał zobowiązania. Nie mam już gipsu i mogę normalnie chodzić. Mój tata nie przyjechał, bo umarł jego znajomy. Jutro idziemy już do szkoły. Nie chcę się spotkać z Leónem. Jeszcze nie teraz... Od tygodnia codziennie pisze mi SMS-a na dobranoc, a ja dalej nie powiedziałam mu, że wiem, że jest bratem mojego byłego, który mnie zgwałcił, a potem rzucił.... Kocham cię <3
Zamknęłam pamiętnik i zeszłam na dół. Francesci nie było, poszła do sklepu. Miałam więc cały dom dla siebie. Usiadłam na fotelu i zaczęłam czytać książkę. Jak zwykle musiało mi coś przeszkodzić i tym razem był to dzwonek do drzwi. Niechętnie otworzyłam.
- Cześć Viola - przywitał się
- Hey, Fede, co ty tu robisz? - zapytałam zdziwiona jego wizytą
- Mój kolega musiał wyjechać do Europy, a ja nie mogłem tam zostać...
- Więc pomyślałeś, że mógłbyś wrócić? - przerwałam
- Dokładnie - popatrzył w ziemię
Jedyne co zrobiłam to go przytuliłam.
- To znaczy tak? - zapytał
- Tak! - wciągnęłam go do środka
- Co robisz?
- Miałam zamiar czytać książkę, ale chyba nici z tego. - weszłam do kuchni a Włoch za mną
- Ale w czym ja ci przeszkadzam? Mieszkam tu, chyba, więc ty zajmujesz się sobą i ja zajmuję się sobą.
- Przecież musisz mi powiedzieć jak ci się tam mieszkało - wlałam wodę do czajnika
- No niby fajnie, ale nie - usiadł na blacie
- To znaczy?
- To znaczy, że fajnie się tam mieszkało, ale cały czas myślałem o tobie
- Gdybyś nie był moim kuzynem pomyślałabym, że się we mnie zakochałeś - zaśmiałam się - Jaką chcesz herbatę?
- Malinową, jeśli jest - odpowiedział
- Jest i tylko na ciebie czekała - włożyłam torebkę do kubka i zalałam wrzątkiem
- O hey, miło, że nas odwiedziłeś - wróciła Francesca
- On nas nie odwiedza - usiadłam na krześle
- To co tu robi? - zapytała
- Mieszkam - wyprzedził mnie Federico
- Znów? To świetnie!
- Okey nie wiem jak wy, ale ja idę spać, bo jest późno - wstałam i wyszłam z pokoju
Wzięłam jeszcze książkę i schowałam ją do szafki po czym poszłam do góry. Przebrałam się, wymyłam i wskoczyłam do łóżka. Wiedziałam, że León zaraz napisze. I zrobił to. Napisał. Ale po chwili zadzwonił. Wahałam się nad tym, czy odebrać, ale w końcu odebrałam.
- Tak?
- Viola, czytasz SMS-y ode mnie?
- Codziennie.
- Czekasz na nie?
- Nie muszę. Tylko się położę, a ty piszesz.
- A kochasz mnie? - zapytał
- León, ty dobrze znasz odpowiedź - odpowiedziałam
- Ale musisz mi to jeszcze raz powiedzieć, żebym uwierzył.
Zamilkłam na chwilę. Czy ja go kocham?
- Nie, nie kocham cię - powiedziałam
-Masz co do tego pewnie wątpliwości
- Nie, po prostu długopis mi spadł - skłamałam
- Wiem, że kłamiesz. Violetta, jutro przed szkołą po lekcjach. Przyjdź sama. - rozłączył się
Odłożyłam telefon, zgasiłam światło i położyłam się.
~ No super Violetta. Wpakowałaś się. Mogłaś tu w ogóle nie przyjeżdżać~
-------------------------------------------------------------------------------------------------
Jest późno, ale rozdział zdążyłam napisać :D Do zobaczenia za tydzień :*

poniedziałek, 6 kwietnia 2015

Rozdział 8 - Nienawidzę cię!


Ciekawe czy inni znają to uczucie? Kiedy budzisz się w jakimś pomieszczeniu, nie wiesz gdzie jesteś, a do tego nic nie pamiętasz. Pewnie niektórzy tak, bo gdyby nie, to lekarze nie mogliby mnie uratować. Leżę teraz i nie wiem co ze sobą zrobić. Ledwo co piszę. Wszędzie mam plastry i nogę złamana... Czemu ja? Czemu wszystkie nieszczęścia spadają na mnie. Nie chcę tu wspominać o dzieciach z Afryki czy innych, ale o mieszkańców domu gdzie mieszkam. Nie pamiętam co działo się przez ostatnie 2 dni, czyli wczoraj i przedwczoraj. Nie mogę tak dalej. Muszę się położyć. Kocham cię <3
Zamknęłam pamiętnik i położyłam go na szafce obok łóżka. Dobrze, że ktoś mi go przyniósł. Przecież musiałam natychmiast wszystko napisać. Pewnie to była Fran.... Ledwo co się obróciłam i mrugnęłam, a już ktoś wszedł do sali. Myślałam, że lekarz sprawdza czy wszystko w porządku. Ale osoba nie odzywała się.
- Violetta? - usłyszałam TEN głos
Nic nie odpowiedziałam.
- Lekarz mówił mi, że nie pamiętasz tylko wydarzeń z 2 dni. Więc mnie pamiętasz. Nie wiem czy śpisz. Odezwij się. - kontynuował
- Jak się tu dostałeś? Kto cię wpuścił? - zapytałam słabo
- Jestem twoim kuzynem - zaśmiał się
- Okłamałeś lekarzy?
- Bo chciałem się z tobą spotkać. Ja cię kocham.
- Ale ja ciebie nie - obróciłam się na drugi bok, żeby go zobaczyć - Chyba żałuję, że nie zapomniałam wydarzeń sprzed roku.
- Viola..
- León, nie. Nic mi nie mów, Zostaw mnie. - przerwałam mu
Do pokoju wszedł Federico. Kiedy zobaczył Leóna chyba się wkurzył.
- León chcę sam na sam porozmawiać z Violettą. Jeśli nie wyjdziesz powiem o kłamstwie lekarzom
- Violu przemyśl wszystko - powiedział León wychodząc
- Fede, ach jesteś tu. Ale jak skoro jesteś w Argentynie? - zapytałam zdziwiona
- Czyli ty naprawdę nic nie pamiętasz...
W oknie sali zobaczyłam Francescę. Była zdenerwowana, Zwykle taka jest kiedy kogoś zrani. Wtedy powoli przypomniałam sobie wczoraj. Chora ja, kłótnia z Fede. I Fran. Fran, która na mnie nakrzyczała.
- Viola, coś ci jest? - zapytał zaniepokojony prawdziwy kuzyn
- Nie.. Wszystko sobie z wczoraj przypomniałam.  Kłótnie z tobą, krzyk Francesci..
- Nie wiem czy się cieszyć. Chyba tak, bo odzyskujesz pamięć.
- Zawołasz Fran? Chcę z nią porozmawiać.
- Jasne
Przez szybę widziałam, że Fran nie uwierzyła mu, ale kiedy się  na mnie popatrzyła uwierzyła.
- Viola.. - dziewczyna nie wiedziała co powiedzieć
- Wybaczam ci - powiedziałam
Uśmiechnęła się.
- Tak bardzo się cieszę! Nawet nie wiesz jak bardzo się martwiłam kiedy wyszłaś. Od razu zadzwoniłam do Federico.
Tylko się uśmiechnęłam.
- Lekarz powiedział, że jutro wyjdziesz z gipsem i tylko 4 plastrami a masz ich z jakieś 30 - powiedziała po krótkiej ciszy
- Dziękuję - popatrzyłam jej w oczy
- Za co? - zapytała zdziwiona
Cicho się zaśmiałam.
- Za to, że jesteś
Ciemnowłosa przytuliła mnie delikatnie.
- Proszę wyjść. Wizyty się już skończyły. Najlepiej żeby pani przyszła jutro o 11.30 odebrać siostrę. wszedł lekarz
- Dobrze. Pa Vilu - pomachała mi i wyszła
*Następny dzień, 11.40*
- Wróciła nasza gwiazda! - przywitał mnie kuzyn
- Hey - zaśmiałam się
- Wiesz jakie mamy szczęście? Zajęcia odwołane z powodu awarii prądu w szkole - powiedziała moja przyjaciółka rozbierając się
- To dobrze - uśmiechnęłam się
- Chodź zaniosę cię do góry i przyjdę dopiero z obiadem - Fede wziął mnie na ręce
- Nie jestem ciężka? - zapytałam kiedy mnie położył
- Ty? - zaśmiał się - Z gipsem jesteś tylko troszeczkę cięższa, czyli jak malutki kamyk a tak to piórkiem jesteś
- Dziękuję, że jesteś - przytuliłam go
Ledwo co chłopak wyszedł zadzwonił telefon.
- Tak? - odebrałam
- Cześć Violetta. To ja, León. Twój numer mam od Cami. Chcesz żebym do ciebie przyszedł?
- Co? Nie! Nie wyraziłam się jasno? Nie chcę cię znać! Jedynie gdzie będziemy się widzieć do w szkole, ale nie poza nią!
- Oj Viola, ja wiem, że ty mnie kochasz. Nie okłamuj siebie - powiedział szeptem
- Nienawidzę cię! - krzyknęłam i rozłączyłam się
Szybko wzięłam pamiętnik.
León, León i jeszcze raz León. Czy on nie może zniknąć z mojego życia? Najpierw okłamuje lekarzy i mówi, że jest moim kuzynem, a teraz Camila dała mu mój numer i zadzwonił do mnie. Chce mi wmówić, że go kocham i żebym nie oszukiwała samej siebie. Ale on ma tupet! Chociaż jeśli się tak zastanowić, to cały czas o nim myślę i piszę, być może zacznę też mówić. A co jeśli on ma rację? Jeśli ja naprawdę go kocham, ale chcę temu zaprzeczyć?
- Nie! On tylko namieszał mi w głowie. - zamknęłam różową rzecz
- Obiad przyszedł- przyszła Fran
- Czy przypadkiem nie miał przyjść Federico? - zapytałam odbierając posiłek
- Ja tu jestem i drugie danie niosę - Włoch prawie się wywrócił
- Uważaj ciamajdo - zaśmiała się Włoszka
- To nie ja wylałem połowę zupy z garnka!
- No już mi tutaj tego nie przypominaj!
- Było to 5 minut temu a ty o tym zapomniałaś?!
- Uspokójcie się - zakończyłam kłótnię
Fede podał mi drugie danie po czym oboje wyszli. Na dole na nowo rozpoczęli sprzeczkę.
Ponownie zadzwonił telefon.
- Słucham - znów odebrałam
- Violetta! Tu twój tatuś. Co tam u ciebie?
Chciałam mu powiedzieć, że już lepiej czuje się po tym wypadku i mnie wypisali, ale zorientowałam się, że on o niczym nie wie
- Wszystko dobrze. Szkoła jest zamknięta z powodu awarii prądu, więc przez 2 tygodnie nie będziemy chodzić do szkoły.
- To świetnie się składa, bo jutro wylatuje tam do Was i po jutrze powinienem być.
Wyplułam sok do szklanki. Że niby co?!
- To super! - udawałam szczęśliwą
- Też się cieszę, ale muszę już kończyć, bo chcę się jeszcze dzisiaj spakować. Papa - rozłączył się
Wysłałam Włochom wiadomość żeby do mnie przyszli.
- Co się stało - wparował do pokoju Federico a za nim wleciała Fran
- Mój tata po jutrze tu przyjedzie, a nie wie nic o wypadku
- Co?! - krzyknęli na równo
- No - powiedziałam zdenerwowana
- Trzeba coś wymyślić. I to szybko - powiedziała moja przyjaciółka
- Ale ja nie będę kłamać - ostrzegłam
- Nie musisz - powiedział kuzyn - Zadzwonię do niego, że niestety plany się zmieniły i lecimy do Hiszpanii i naprawdę do niej polecimy.
- Hiszpania? Serio? Już nie lepiej Włochy - spytała Włoszka
- Nie. We Włoszech mamy rodzinę, a do Hiszpanii mój tata w życiu nie pojedzie, bo tam zmarła moja mama, nie pamiętasz? - na samo wspomnienie posmutniałam
- Viola nie smuć się -pocieszali mnie
Nagle coś na dole spadło.
- Nie no nie dość, że był wypadek to jeszcze złodziej przyszedł?! - prawie krzyknęła Fran
- Cii! Nie może nas usłyszeć! Kto wie czy nie ma przy sobie broni. - uciszył ją Fede - Francesca schowaj się do szafy i zamknij drzwi, ja spróbuję cię Viola zaciągnąć do twojej łazienki.
Już brał mnie na ręce kiedy ten włamywacz wchodził do góry. Po policzkach spływały mi pojedyncze łzy, które Federico ścierał. Mocno się do niego przytuliłam.

--------------------------------------------------------------------------------------------------------
BUM! Jest rozdział? Jest! Już następny i reszta będą w poniedziałki i EWENTUALNIE jakieś informacje, OS będą się pojawiać. Liczę, że będą chociaż 3 komentarze, bo właśnie one mnie motywują, a to, że mam 2 obserwatorów nic nie daje. Kocham Was <3

Życzenia muszą być!



Troszeczkę spóźnione, ale są życzenia z okazji Wielkiejnocy prosto z mojego serca <3

Wielkanoc już jest,
Wszyscy się cieszą,
Podziel się jajkiem,
Spędź te święta z rodzinom,
Złóż innym życzenia;
Zdrowia,
Szczęścia,
Spełnienia marzeń,
Zdrowia rodziców,
Powodzenia w blogowaniu,
Miej zawsze wenę,
Nie pozwól, żeby ktoś zakazał ci robić to, co kochasz,
I najważniejsze;
Nie zapominaj o szkole i ucz się ucz!

Troszeczkę dziwne i się nie rymuje, wiem,ale to z serca <3
Z powodu tego, że mam wenę, napiszę dzisiaj rozdział <3

piątek, 3 kwietnia 2015

Rozdział 7 - Federico, ty coś ukrywasz!








Obudziłam się o 6 rano.
~Co ja mam dzisiaj ze sobą zrobić? Do szkoły chyba nie pójdę, bo strasznie boli mnie brzuch..~
- Ał! - wrzasnęłam nagle
Do pokoju wpadł Fede.
- Viola nic ci nie jest? - zapytał przerażony
- Brzuch mnie boli.. Nie wiem od czego, ale do szkoły raczej nie pójdę.
- Nie ma takiej opcji! Będziesz leżeć w łóżku. Powiem Fran o tym i zrobię ci śniadanie - powiedział zatroskany
Kiedy wyszedł szybko poszukałam w spodniach numeru do Cami. Musiałam ją zawiadomić, że dziś nie przyjdę do szkoły, bo inaczej będzie na mnie czekać, a raczej nie będzie dobrej pogody.
-  Halo? - odebrała zaspana dziewczyna
- Cześć Cami. Tu Violetta. Przepraszam, że tak wcześnie dzwonię, ale muszę cię powiadomić, że nie będzie mnie dzisiaj w szkole.
- Nie szkodzi. Dobrze, że mnie obudziłaś. Ale coś się stało? To przez Leóna?
- Nie, brzuch mnie strasznie boli. A skąd ty wiesz o Nas? - zapytałam i do pokoju wszedł Federico ze śniadaniem - Okey powiesz mi kiedy indziej. Miłego dnia.
Rozłączyłam się.
- Albo to ty jesteś na tyle chora i dzwonisz do ludzi o 6 rano, albo ten ktoś jest powalony - powiedział ze śmiechem Fede kładąc mi tacę z chlebem z margaryną i z zieloną herbatą na stolik
- To leć po termometr, bo nie jestem pewna czy nie mam gorączki - zaśmiałam się
Do pokoju weszła ubrana i uczesana już Francesca.
- Oj, Vilu... Wracaj szybko do zdrowia, bo nie chcę chodzić sama....
Uśmiechnęłam się do niej po czym dziewczyna wyszła. Fede razem z nią a ja wzięłam pamiętnik i szybko opisałam w nim mój sen. Oczywiście był o Leónie i o mnie... Czemu on musi mi się śnić?! Wzięłam tacę ze śniadaniem i szybko je zjadłam.
- Czy moja kuzynka jest w stanie zejść na dół? - zapytał Federico
- Myślę, że nie..
- To ja ci pomogę, bo nie chce siedzieć tu cały dzień.
Myślałam, że żartuje, ale on podszedł do mnie, wziął mnie na ręce, zszedł ze mną i położył na już rozłożonej sofie.
- Dziękuję - uśmiechnęłam się do niego
On tylko odwzajemnił uśmiech i poszedł do kuchni. Ja natychmiast ponownie zasnęłam.
*kilka godzin później*
Obudziły mnie krzyki. Ponieważ chciałam się dowiedzieć pomiędzy kim i o czym się to rozgrywało udawałam, że spałam.
- Myślisz, że uda ci się zachować w tajemnicy kim jesteś?! - krzyczał Fede
- Nie jestem taki jaki ci się wydaje! W przeciwieństwie do mojego brata ja potrafię kochać! - krzyczał znajomy mi głos
- Wiesz, nie mam ochoty z tobą rozmawiać! Uwierz, że dopilnuję, żeby Violetta nie wpadła w twoje ręce!
Nie mogłam już tak dalej słuchać. Wstałam i ze względu na ból brzucha powoli szłam do drzwi. Niestety mój kuzyn zdążył już zakończyć rozmowę i trzasnął drzwiami.
- Fede kto to był? - zapytałam siadając na fotelu obok drzwi, bo nie mogłam dłużej ustać.
- Obudziliśmy cię.. Przepraszam..
- Zadałam ci pytanie.
- Nikt ważny. Mój kolega..
- Masz tu kolegę choć nigdy tu nie byłeś i do tego kłóciłeś się z nim o mnie?!
Milczał.
- Federico, ty coś ukrywasz! I wiedz, że prędzej czy później dowiem się o wszystkim chociaż wolałabym usłyszeć wszystko teraz od ciebie. - do oczu napływały mi łzy
Chłopak stał jeszcze przez chwilę, a następnie ubrał się i wyszedł. Nie wytrzymałam i zaczęłam płakać. Nie chciałam żeby Fran mnie zobaczyła, ale niestety przyszła ze szkoły zanim się uspokoiłam.
- Viola co się stało? - zapytała od razu
- To sprawa między mną, a Fede. Nie powinnaś się tym interesować.
- To samo mówiłaś mi wczoraj o Leónie. Dziewczyno, ogarnij się! Jesteśmy przyjaciółkami i nie chcę, żebyśmy miały przed sobą tajemnice! - krzyknęła i natychmiast zasłoniła sobie usta
- Krzyknęłaś na mnie -popatrzyłam na nią z niedowierzaniem - Ty to naprawdę zrobiłaś.
Szybko się ubrałam i wyszłam. Nie interesowało mnie to, że jestem w pidżamie. Szłam tak szybko jak mogłam aż nagle zasłabłam. Ostatnie co pamiętam to wołanie o pomoc. Potem nastała ciemność.

----------------------------------------------------------------------------------------------------------
Ooo matko! Możecie mnie zamordować! Od 4 tygodni nie było tygodni, bo laptop mi się zepsuł! Okey, ale już będę aktywna. To, że dzisiaj jest piątek a ja dodałam rozdział (za krótki jak na taką długa nieobecność) to jest rozdział za poniedziałek, bo moja babcia ma urodziny. Jak możecie się zorientować piszę ten rozdział późno, bo o 22.00 zaczęłam a jest 22.47... Violka jest chora, Fede się kłóci, ale z kim?! A jakby jeszcze było tego mało Fran na nią krzyknęła V wyszła i straciła przytomność! Następny rozdział za tydzień! 13 kwietnia :P