- Viola, Vilu, Violka, Violetta! - budziła mnie Fran
- Co?! - krzyknęłam
- Wstawaj!
- Czemu? Dopiero 7 !
- Londyn sam się nie zwiedzi!
- A no tak. Przepraszam, że tak krzyczałam - przytuliłam ją
- Nie szkodzi. Późno poszłaś spać.
- Okey. To śniadanie na mieście? - zapoponowałam
- Niezły pomysł. Tylko się ubierz, bo w pidżamie nie wyjdziesz - zauważyła
- A założysz się ?
Zaczęłyśmy się śmiać.
- Okey, idę się ubrać - powiedziałam kiedy się uspokoiłyśmy
Fran już była ubrana .
- No, no. Ładny strój . - skomplementowała mnie kiedy zeszłam.
- Dziękuję - uśmiechnęłam się do niej - idziemy?
- Jasne!
Po śniadaniu poszłyśmy oczywiście na zakupy.
Kupiłam sukienkę , w której pójdę w poniedziałek na rozpoczęcie roku szkolnego i buty do niej.
Fran też kupiła rzeczy na rozpoczęcie. Jej sukienka i buty są piękne!
Potem poszłyśmy zobaczyć Big Ben. Jest naprawdę bardzo wielki. Po południu wróciłyśmy.
- Wow, Fran ale się zmęczyłam
- Ja też - powiedziała mi siadając na kanapę.
- Kto robi obiad? - zapytałam
- Ty - odpowiedziała Fran
- Żartujesz?
- Nie! Zrób obiad, no. Ja nie mam siły
- Niech ci już będzie - odpowiedziałam wchodząc do kuchni.
Po 2 godzinach obiad był gotowy.
-Francesca, obiad! - zawołam
- Już idę! - odpowiedziała mi z góry
- Wow, Viola to jest pyszne
- Na pewno, gdybym zrobiła coś innego ty by ci nie smakowało - powiedziałam jej
- Słuchaj, to że jest to spaghetti, nie znaczy, że będzie mi smakować. We Włoszech raz trafiłam na tak niedobre, że nie zostawiłam im napiwku.
- Zobaczymy jak ty gotujesz. Jutro robisz obiad. - powiedziałam śmiejąc się
- Uwierz mi, uciekniesz na miasto - powiedziała nie śmiejąc się
- Chyba nie, zamienię się w krytyka - cały czas się śmiałam
- O nie pani Castillo przyszła, musi być perfekcyjnie - powiedziała również się śmiejąc
Już przez resztę obiadu tak sobie żartowałyśmy, a muszę powiedzieć, że jadłyśmy go chyba 2 godziny. Wieczorem, kiedy przebrałam się w pidżamę poszłam do Fran.
- Ej Viola co taka smutna? - zapytała kiedy usiadłam koło niej na łóżku
- Myślałam o tym wszystkim.
- O czym?
- O tym co powiedziałaś. O tym, że nigdy się nie pokłócimy, i że zawsze będziemy się przyjaźnić
- I co wymyśliłaś?
- Co jeśli kiedyś tak się pokłócimy, że jedna z nas się wyprowadzi lub wyrzuci drugą i nigdy się już do siebie nie odezwiemy?
- Vilu nie myśl tak - pocieszała - jeśli kiedykolwiek się tak pokłócimy to nigdy tak żeby nigdy się do siebie nie odezwać
- Dzięki Fran. Ty zawsze potrafisz pocieszyć - uśmiechnęłam się
- Idź już spać, bo znowu nie wstaniesz, a ja cię nie będę budzić
- Ale po co jutro tak wcześnie wstawać?
- Nie wiem. Ja mam już taki nawyk
- Fede też miał. Ale jak z nami zamieszkał to po 2 tygodniach spał do 12 - zaśmiałam się
- Ale nie ja - odparła
- A jak coś to zrobisz mi śniadanie, prawda?
- Nie!
No i tak zaczęła się 30 minutowa bitwa na poduszki.
- Okey, Viola stać. Zmęczona jestem - powiedziała w końcu Fran
- To dobranoc - przytuliłam ją i poszłam do mojego pokoju
*Ciekawe jak będzie w nowej szkole. Dobrze, że jest to szkoła muzyczna* - myślałam
Po kilku minutach myślenia wreszcie zasnęłam.
-------------------------------------------------------------------------------------------------------
Ten rozdział jest krótki ale reszta będzie o wiele dłuższa =) Komentujcie i obserwujcie ;)

Cudowny Rozdział ;*
OdpowiedzUsuńDziękuję <3
Usuń